wtorek, 31 marca 2009

W oczekiwaniu na czerwony deszcz






Ostatnie dni były na prawdę ciepłe.Wiał gorący wiatr z południa. Wszyscy wylegli na zewnątrz, spragnieni wiosny. Jednak słońca nie było. Całe niebo zasnuły jednolite chmury, przez które nic nie mogło się przebić. Krajobraz wyglądał jak z filmu science - fiction. Poświata wydawała się żółtoczerwona, powiew gorącego powietrza powodował, że nikt nie odważył się na jakikolwiek większy ruch. Niskie ciśnienie zatrzymało wszystkich w domach, nawet koty nie były w stanie się poruszać szybciej niż zwykle. Siedzieliśmy więc w barze czekając na klientów, nikt jednak nie nadchodził. Gorący wiatr z Afryki zaczarował nas na kilka dobrych godzin. Ci, co właśnie skończyli malować ściany i domy na biało, złorzeczyli pogodzie, że właśnie teraz chciała zostawić czerwoną sygnaturę na ich posiadłościach. Rzeczywiście jest to denerwujące, kiedy umyjesz okna, albo właśnie skończysz malowanie i budzisz się następnego dnia i pierwsze co widzisz to trudne do zmycia czerwonożółte smugi piasku wszędzie na zewnątrz. Przez te ostatnie dni czułam się jakby niewidzialna siła trzymała mnie w swoich objęciach i nie pozwalała na wiele.






Właśnie odebrałam paczkę z Polski.Hurrrraaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Mama zrobiła mi niespodziankę ( jak zawsze z resztą ) i dorzuciła czekoladę i różności około jajkowe. Między innymi znalazłam białego bociana. Maria rozpoznała w nim nadmorską mewę, wszak tylko mewa z tutejszych ptaków jest podobna do naszego boćka. W Grecji nie ma bocianów - uświadomiłam sobie. Nagle zrobiło mi się smutno. Muszę jakimś sposobem sprawić, żeby w swojej powrotnej drodze z Afryki, zrobiły sobie przystanek na Korfu.




Powoli zaczyna się sprzątanie przed otwarciem sezonu. Jeżeli chodzi o kuchnię to nie mam żadnego problemu, ale jakbym miała sprzątać pokoje to by mnie pewnie szlag trafił. Nienawidzę zamiatać, myć podłogę czy ścierać kurze. A najgorsze z najgorszych - to mycie okien. więc powoli trzeba sobie dozować pracę, żeby później móc przetrwać lato bez żadnego dnia wolnego. Dziś postawiłam już sobie drewnianą kurkę i koguta na półce - prezent od mamy. Później jeszcze jakiś film.


środa, 25 marca 2009

DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI


25 marca to greckie święto narodowe, rocznica Powstania 1821 roku, rocznica rozpoczęcia ofiarnej walki z otomańskim uciskiem. Powstanie trwało aż do 1829 roku. Zostało ono uznane za jedno z najdłużej trwających, spośród wszystkich XIX wiecznych powstań narodowych w Europie. Legenda mówi, że 25 marca 1821 Biskup Patras - Germanos - wywiesił grecką flagę na klasztorze Agia Lavra, co stało się sygnałem do wybuchu powstania.
Dzisiaj Prezydent Republiki, po mszy, złoży wieniec pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza. Następnie, w obecności przedstawicieli partii politycznych, wojska i kościoła oraz znanych osobistości ze świata nauki i kultury, przyjmie na Placu Syndagmy centralną defiladę ateńską.

wtorek, 24 marca 2009

Szklany klosz


Ostatnie dwa dni spędziłam w swoim wewnętrznym świecie. Prawdziwa rzeczywistość w ogóle dla mnie nie istniała. Na dworze przeszywający wiatr nie pozwalał cieszyć się z marcowego słońca. A ja nienawidzę zimna i wiatru. Powinnam być przyzwyczajona, bo przecież w Polsce taka pogoda jest na porządku dziennym i towarzyszy ludziom przez prawie siedem miesięcy w roku. Tutaj z kolei panują wyspowe pogodowe przyzwyczajenia. Więc jeżeli jest słońce to prawie zawsze wieje, a kiedy pada deszcz, to prawie zawsze siecze deszczem we wszystkie możliwe kierunki. Ale może tylko ja jestem taka delikatna, jednak co tu dużo pisać - wiatr mnie wkurza.Ostatnie dni spędziłam więc w swoim ciepłym i przytulnym, zawsze wygodnym królestwie.Już prawie kończę książkę Marka Krajewskiego pt. Śmierć w Breslau.Czarny kryminał - w sam raz na mój czarny nastrój. Swoją drogą książka poraża swoją stylistyką rodem z horrorów :




Jakby bawiąc się samym sobą, znów odkrył talerz i zaczął bezmyślnie grzebać widelcem w jedzeniu. Rozciął cienką powlokę żółtka.Rozlało się, obficie zalewając białko. Anwaldt odtworzył widelcem znany pejzaż : śliska dróżka żółtka wijąca się wśród tłustej zieleni szpinaku. Oparł głowę na krawędzi stołu, ręce zwisły bezwładnie; jeszcze zanim zapadł w sen, powrócił krajobraz z obrazu Soutine'a:trzymał Ernę za rękę. Biel skóry dziewczyny żywo kontrastowała z granatem gimnazjalnego mundurka. Biały, marynarski kołnierz przykrywał drobne ramionka.(...)Łąka: po łodygach traw pełzały dobrotliwe chrząszcze. Rozpinała gorączkowo guziki jego ubrania. Siostra Dorothea z sierocińca krzyczy: znowu się zesrałeś, zobacz, jak przyjemnie sprząta się twoje gówna. Gorący piasek sypie się na rozdartą skórę.Gorący piasek pustyni osiada na kamiennej posadzce.Do zrujnowanego grobowca zajrzał włochaty kozioł.Ślady racic na piasku.Wiatr wdmuchuje piasek w zygzakowate szpary ścian. Z sufitu spadają małe, ruchliwe skorpiony. Otaczają go i wznoszą ku górze jadowite odwłoki.(...) Śpiący krzyknął i uderzył się w brzuch. W zamkniętym oknie stał czerwony księżyc.(...)Wrocławska noc była bezlitosna.




Na szczęście jutro już ją skończę. Mam nadzieję, że wisielczy humor zostawię w książce. Tego życzę sobie i Blue Girl.Najwidoczniej wietrzną pogodę lubią moje roślinki w moim balkonowym ogródku. Niestety nie mam możliwości założenia ogrodu z prawdziwego zdarzenia ( o czym ciągle marzę ), więc z olbrzymią determinacją postanowiłam posiać warzywa w doniczkach. Jak na razie wszystko idzie ku dobremu, po 10 dniach malutkie nasionka nieśmiało pną się ku słońcu. Więc czekam na moje pomidory, buraki, szpinak, sałatę i seler aż będą na tyle duże, bym mogła je poprzesadzać do większych doniczek. Moje warzywka na zewnątrz na balkonie - ja w środku w pokoju. Obserwujemy się przez szybę.Dzisiaj jeszcze godzinna sesja jogi - to już postanowione. Acha muszę jeszcze wysiać kiełki, żeby mieć świeżą energię na nadchodzące dni.


Zenza - ty głodówkowo zaczynasz tydzień, a ja go skończę znów piątkową proszoną kolacją. Ach... Na koniec przepiękna piosenka, którą śpiewa Laurentis Maheritsas

sobota, 21 marca 2009

ZNÓW DESZCZ





Wczoraj znów lało jak z cebra. Już na prawdę mam dosyć tej pogody. Siedziałam więc w pokoju i kończyłam mój artykuł o greckim WIELKIM ŻARCIU. Mam to już za sobą. Wieczorem wybieraliśmy się na koncert do pobliskiego miasteczka, grali znajomi Anglicy, którzy zaprosili nas na swój występ, jednak widząc za oknem rzeczywistość zamkniętą w wielkiej kropli deszczu, postanowiliśmy zostać w domu. Moim wyimaginowanym bólem głowy wykręciliśmy się od koncertu i zasiedliśmy do oglądania filmów. Padający deszcz za oknem, przytulne wnętrze i wciągający film - oto czego nam było trzeba. Na pierwszy rzut poszedł film z RUSSELLem CROWE. Przyznam się, że jest to jeden z moich ulubionych aktorów. Ale jego "DOBRY ROK" już nie był taki świetny. Jedyne co mi się podobało, to że akcja toczyła się w winnicy w Prowansji i od tego oglądania zachciało nam się wina. Otworzyliśmy więc rieslinga i popijaliśmy w kubkach od kawy, bo nie mieliśmy do tego odpowiedniego szkła. Film się skończył , deszcz nie przestawał padać, więc oglądnęliśmy następny. "PERSONAL EFFECTS" - nawet nie zobaczyłam do końca. Nudny wątek i bębniące o parapet krople skutecznie przeniosły mnie w objęcia Morfeusza. Piątek pożegnał mnie po północy....



czwartek, 19 marca 2009

Życie toczy się wokół jedzenia




Ostatnie dwa dni minęły pd tytułem GOTOWANIE I WSZELKIE JEGO KONOTACJE. W poniedziałek debatowałyśmy z Gosią nad kompozycją wtorkowej kolacji. Obie nie miałyśmy do tego głowy, więc postanowiłyśmy szybko się z tym uporać, żeby przejść do oglądania ulubionego serialu. Więc na wtorkową ucztę miało być pieczywo czosnkowe a później dorsz pieczony z natką pietruszki, do tego ratatouille i pieczone ziemniaki ( jacket patatoes ). Kiedy miałyśmy już ustalone menu i spokojnie oglądałyśmy sobie nasz serial, przyszedł Wasilij i stwierdził, czy może lepiej by było przyrządzić kurczaka?Popatrzyłyśmy na siebie skonsternowane, bo przecież jak to? obiad już prawie gotowy ( oczywiście tylko w naszych głowach ), a my teraz znów musimy zmieniać potrawy i się zastanawiać nad odpowiednim ich połączeniem? Czy damy radę jeszcze raz??? Serial się skończył a my ponownie zasiadłyśmy do komputera, by dobrać wtorkowy posiłek. Zostałyśmy przy chlebku czosnkowym, a na drugie danie stwierdziłyśmy, że przyrządzimy drobiowe roladki nadziewane serem żółtymi i szynką, do tego frytki i ratatouille.








Ratatouille - tą potrawę chciałam przyrządzić od momentu, kiedy oglądnęłam film o odważnym szczurku, który ma szczególny dar gotowania. Bajka jest jedną z moich ulubionych, mogę ją oglądać do woli i za każdym razem zrywam boki ze śmiechu. Więc plan był taki, ale oczywiście w praktyce troszkę się pozmieniało i zrobiłyśmy te roladki, ale przy okazji oprószyłyśmy roladki grubo carry. Ze środka rolad wytopił się ser i zrobił się z tego pyszny sosik serowo - carry - masełkowy. Objedliśmy się jak bąki. Szczególnie dla mnie było to nie lada odważne przedsięwzięcie , ponieważ nigdy nie jem tak późno tak treściwych dań. Skończyło się na ciężko przespanej nocy, podczas której uciekałam przed jakimiś co najmniej dziwnymi sennymi postaciami.W środę - powtórka z rozrywki - kolacja u Anglików. Jean i Sena zaprosili nas na wspólny posiłek w ramach rekompensaty za pomoc podczas wernisażu Jean w hotelu. Oprócz nas, byli jeszcze Farlie i Carrie, a także Wasilij - sąsiad zza miedzy. Zaczęło się dwugodzinnym spóźnieniem. Wszystko przez Spirosa, który utknął w wytwórni oliwy z oliwek. Greckim zwyczajem - pozwoliliśmy naszym gospodarzom troszkę zgłodnieć - dotarliśmy w końcu. Kolacja była przepyszna, Jean przyszykowała fetę zapiekaną w piekarniku, i greckie kiełbaski na przystawkę. Danie główne to znów kurczak. Jeżeli jeszcze przez parę dni będę jadła drób pod jakąkolwiek postacią, niedługo wyrosną mi skrzydła. Oprócz kurzych udek, były jeszcze pieczone ziemniaki, oczywiście grecka sałatka i gotowane warzywa. Wszystko przepyszne. A na deser cudo nad cudami : SZARLOTKA Z LODAMI WIŚNIOWYMI I WANILIOWĄ POLEWĄ NA CIEPŁO. Kiedy to zjadłam przez następne 15 minut nie mogłam się ruszyć, żołądek mi ciążył. Ale tak to jest kiedy oczy chcą jeszcze a żołądek już nie może. Po wszystkim wszyscy usiedliśmy w salonie. Wasilij cały czas droczył się z kotem, który nie należał do towarzyskich. Jean ciągle go ostrzegała,ze to może się źle skończyć. - Kot w sam raz nadaje się na STIFADO - powtarzał Wasilij. Stifado to jedna z tradycyjnych potraw greckich, najczęściej wołowina duszona z małymi cebulkami i ziołami w czerwonym sosie. Można też przyrządzić stifado z królika i innej dziczyzny,brrrrr........




Na szczęście skończyło się tylko na żartach, choć chyba kot wziął to na poważnie. Kolejna ciężka noc z pełnym żołądkiem.

No i znów dzisiaj postanowiłam, że napiszę w końcu artykuł o stosunku Greków do jedzenia, bo to jest na prawdę interesujący temat. Ten temat chodził już za mną jakiś czas i w końcu zebrałam się żeby to wszystko złożyć do porządku. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła się Wam pochwalić.
Na deser końcowa scena z filmu RATATUJ z tytułową potrawą w roli głównej:


środa, 18 marca 2009

CHMURY




W ciągu zaledwie kilku dni pogoda zmieniła się nie do poznania. Temperatura utrzymywała się około 10 stopni powyżej zera i gdyby nie słońce, które nic nie straciło ze swojej ostrości i nadal niemiłosiernie raziło w oczy, śmiało można by rzec że jesteśmy gdzieś w Europie Północnej, chociażby w mroźnej Polsce. Wiatr był ostry i przeszywający, gotowy w każdej chwili urwać głowę. I chociaż aura była raczej niesprzyjająca , to warto było znieść ten okropny chłód, byle tylko popatrzeć na zapierające dech w piersiach CHMURY.



Zastanawiające było to, że w ogóle nie miały ostrych kształtów, tak jakby wiatr zdmuchnął poduszeczki puszystej waty, a one unosiły się trochę to tu , trochę tam na przestrzeni błękitnego nieba. Chmury o konsystencji waty cukrowej, opiłowane pilniczkiem wybrzuszenia i chmurze fiordy, powycierane pumeksem szorstkie skórki...





Ach... te dzisiejsze chmury były piękne, nierealne bo niespotykane, nostalgiczne...Dzisiaj o niczym innym nie marzyłam, tylko o tym, by położyć się na takiej puchowej kołderce i żeby wiatr mnie unosił w przestworza, a ja beztroska i szczęśliwa już nigdy nie miałabym się martwić problemami tego świata.


poniedziałek, 16 marca 2009

WERNISAŻ JEAN




Ostatni weekend upłynął pod kątem sztuki. Jean Walsh miała swój pierwszy wernisaż na Korfu. Przyszło sporo ludzi, z jednej strony zainteresowanych twórczością Angielki, z drugiej strony zdziwionych, że coś jednak można zorganizować w miejscu, w którym tylko latem jest więcej
turystów niż lokalnych mieszkańców





Na wystawie Jean pokazała stare miasto Kerkiry, kilka obrazów zachodzącego słońca na molo w Arillas, były też pejzaże okolicznych wiosek, różne ż fauna i flora wyspy.








Weekend był wyjątkowo ciepły i słoneczny. Wszyscy poczuliśmy pierwsze kroki zbliżającego się lata, nastroje od razu się poprawiły, obrazy się podobały. Jean sprzedała kilka, dostała kolejne zamówienia. My mieliśmy o wiele więcej klientów. Ogólnie bilans końcowy na plus.
czy obrazy mają jakąś wartość artystyczną? Oceńcie sami.












wtorek, 10 marca 2009

PRACOWITY WEEKEND



Piątek, sobota i niedziela - było dużo pracy w barze. Dużo ludzi, dużo butelek piwa i dużo różnych opowieści. Dużo wspomnień z podróży.
Sirmos - jeden z najbardziej znanych mieszkańców Arillas - swój wolny czas spędza na kultywowaniu swojego hobby, czyli na podtrzymywaniu przyjaźni z każdym barem w Arillas i dotrzymywaniu towarzystwa znajomym barmanom. Sirmos to kultowa postać. Za młodych lat najbogatszy Kerkireńczyk, który dorobił się na handlu oliwą z oliwek. Wydawał pieniądze na prawo i lewo, kupował posiadłości, latał do Aten żeby napić się kawy, bywał w kasynie... Jednak jeden niefortunny ruch sprawił, że stracił wszystko co miał i Sirmos został tylko z kilkoma drachmami w kieszeni.Od tamtego czasu człowiek - legenda raczy każdego rozmówcę historiami swojej przeszłości i podróży.
- Jak byłem w Chinach...
albo
- jak pływałem na statkach na wodach Argentyny...
albo
- Jak byłem w Rosji za czasów komuny, to trzeba było jakoś ukryć dodatkowe dolary. Swego czasu nosiłem długie włosy, więc przed granicą 100 - dolarowy banknot owinąłem wokół wsuwki do włosów,a wsuwkę wpiąłem sobie w moje - wówczas czarne jeszcze - loki. Rosjanie nic nie znaleźli, mój kolega schował pieniądze pod obrączkę, tak poskładał banknot aż jego rozmiary zmieściły się pod pierścionek.
Skąd my to znamy? - pomyślałam. Przecież Polacy też musieli wykazać się nie lada kreatywnością, by przeżyć lata polsko - radzieckiej przyjaźni.
Nie mówiąc już o tym, jak włożyłem dolary między warstwy papieru toaletowego zwiniętego w rolkę - perorował Sirmos - nikt nie odważył się tam szukać.
Czas mijał...a on kontynuował swoje dziwne wspomnienia, które pewnie jemu tylko samemu przypominały czasy dawnej świetności.



Cały piątek i sobotę padał deszcz i strasznie wiało. W niedzielę w końcu słońce wróciło na ziemię, by trochę nas popieścić swoimi marcowymi promieniami. Zębate słońce, słońce z pazurkami - tak nazywają Grecy marcowe zmienne słoneczne nastroje. Wraz z ciepłymi promieniami powróciły dobre humory. Już od popołudnia para Anglików popijała greckie piwo w barze Akti Arilla. Bardzo sympatyczni ludzie, lubią spędzać czas w pubie, tak jak Sirmos. Z jedną różnicą : Sirmos pije tylko OUZO, a Karry i Farley tylko PIWO. Anglicy wspominali swoje zagraniczne wojaże, 10 - letni pobyt na Rodzie, wakacje w Indiach. Narzekali na wszechobecne karaluchy, których na Rodzie, a w szczególności w Indiach nie brakowało. Farley opowiadał, że karaluchy potrafią wejść do ludzkiego ucha, podczas nocnego, głębokiego snu. Składają tam jaja, bo sprzyja temu ciepło i brak światła i później w ludzkim uchu wylęgają się małe karaluszki.
Kiedy usłyszałam tą historię, odechciało mi się wakacji w Indiach. Lepiej zostanę tutaj, gdzie jestem.

środa, 4 marca 2009

Sąsiedzi


Wczoraj wieczorem wysiadł prąd. Żadna uliczna latarnia nie świeciła. Siedzimy razem z Wassiliem - sąsiadem zza miedzy.
- Co z tym prądem? - mówię - Ciemno jak w d...nic nie widać - irytuję się.
- δεν εχει προβλιμα - odpowiada mój sąsiad - trzeba po prostu poczekać aż naprawią - ze stoickim spokojem mówi Wassilij.
- Ich też trzeba zrozumieć, tak jak każdy i energetycy mają problemy.
Tylko ja się wkurzyłam na zastaną sytuację, Grek podszedł do problemu ze zrozumieniem. Ta sytuacja obrazuje ich podejście do życia. Sami miewają kłopoty, więc inni też od nich nie uciekną. Jeżeli mogą pomóc, robią to bardzo chętnie, bo wiedzą, że kiedy oni będą w potrzebie, też ktos im pomoże, rodzina, sąsiedzi, nawet turyści.
Obok hotelu stoi tawerna " Armurada" - nasi sąsiedzi: Kiki, Taki, Wassilij i Leonida. Każdego z nich znam bardzo dobrze, na pewno lepiej niż swoich polskich sąsiadów. Kiedy wprowadzasz się do nowego domu, wszyscy sąsiedzi przychodzą Cię poznać i przynoszą cos dla nowego domu. W Polsce przeprowadzałam się kilka razy i nie pamiętam, by któryś z moich sąsiadów odwiedził mnie i moją rodzinę. Trochę szkoda, bo traci się w ten sposób sąsiedzkie znajomości, które zawsze się przydają. Zapewne w wielu polskich domach leży przed drzwiami taka wycieraczka:



Rok temu w okolicy grasowali złodzieje. Zdążyli już okrasć kilka domów. W takiej sytuacji wszyscy mieszkańcy się zjednoczyli i opracowali strategię obrony. Każdy z sąsiadów przez kilka godzin w nocy patrolował okolicę i choć nie złapali złodziei, to wszyscy zacieśnili - już i tak bliskie - stosunki . Czy w Polsce też jest to możliwe? Być może w małych wioskach jeszcze tak, ale czy w mieście ktos woli poświęcić czas sąsiadowi, pomóc mu bezinteresownie, wypić wspólnie filiżankę kawy, czy może woli samotnie pooglądać telewizję?



Tutaj ludzie się wspierają, częstują ciastem, zapraszają do stołu. Wszyscy żyją niejako na zewnątrz, więc mimo woli, wiesz co robią, czy się kłócą, Śmieją czy płaczą. I to jest naturalne, bo nic co ludzkie, nie jest Grekom obce.Bo jaki jest sens przeżywania różnych życiowych trosk, jeżeli nie można się tym podzielić z inną osobą przy szklaneczce OUZO? A sąsiad zawsze Cię wesprze i obiektywnie oceni problem, przecież obserwuje Cię z boku i wie, co Ci siedzi na wątrobie.

Na koniec jeszcze krótki film pokazujący szalony karnawał w Patrze, to co prawda film z tamtego roku, ale takie imprezy odbywają się w Grecji co roku, właśnie tym czasie.








P.S. Czy ktoś może zna jakieś synonimy słowa SĄSIAD??? bo w tym poście użyłam go już chyba ze dwadzieścia razy!!!

niedziela, 1 marca 2009

Karnawał odchodzi, SARAKOSTI puka do drzwi


Ostatni weekend karnawału. Wszyscy młodzi Grecy imprezują. Przez całe cztery dni i noce.Zaczynają już od piątku, by w sobotę w szalonych i kolorowych strojach przemierzać wszystkie okoliczne bary. Każda wioska organizuje barwne pochody karnawałowych przebierańców, przy czym nie ma reguły w wyborze stroju, każdy przebiera się w cokolwiek znajdzie w szafie.



Ustrajają też samochody, by przejechać się główną ulicą i pokazać swoje dzieło.Później wieczorem wszyscy gromadzą się na głównym placu, pieką kebaby, szaszłyki, piją piwo, tańczą, śpiewają, ucztują.





Po tak szalonej nocy, każdy wita niedzielę późnym popołudniem. Od razu po pierwszej kawie - obfity obiad. Dla niektórych ostatni mięsny przed Wielkanocą. Jutro dzień wolny od pracy, ponieważ wszyscy świętują KATARO DEWTERA - CZYSTY PONIEDZIAŁEK ( pierwszy dzień postu - SARAKOSTI ).Od jutra nie powinno się jeść mięsa, ani niczego co zawiera krew. Zabronione jest również mleko, jogurt i ser. Poniedziałkowe menu będzie więc zawierało owoce morza : smażone kalmary,grillowane krewetki i ośmiornice,małże langusty. Każda gospodyni przygotowuje TARAMA - SALATA czyli pastę z mleczka dorsza. W gruncie rzeczy bardzo smaczna.Piekarnie pieką okolicznościowy chleb, specjalnie na tę okazję.
Swoja drogą nikt nie narzeka na post, ponieważ owoce morza są znacznie zdrowsze i ze względu na swoją cenę, nie są spożywane za często. Przez następne czterdzieści dni na stole będą królować frutti di mare i rośliny strączkowe, czyli to,co najzdrowsze.