środa, 25 lutego 2009

Prawo silniejszego





Korfu to dziwna wyspa.Pewien znajomy Niemiec tak ją określił : Kerkira jest bezwzględna niczym Kirke dla Odyseusza.


I bardzo surowo traktuje swoich mieszkańców. Tutaj wszystkie twoje słabości cię dosięgną, zobaczysz wszystkie swoje lęki, zmierzysz się ze swoim ukrytym zombie. I tylko tacy, którzy są na to gotowi i nie boją się konfrontacji - zostaną tutaj. Tylko tacy zostaną przyjęci do grona jej mieszkańców. Kerkira nie akceptuje egoizmu i obłudy. Chcąc mieć przyjaciół pośród wyspiarzy musisz przyjąć ich niewyszukany sposób życia : pokorny wobec przeciwności losu, przyjazny wobec wszystkich, bez egzaltacji i wymuszonej uprzejmości. Tutaj życie jest twarde. Jeżeli nie dajesz rady, lepiej wracaj tam skąd przybyłeś. Nie chcemy Cię tutaj. Musisz być twardym zawodnikiem, by przeżyć. Musisz mieć odwagę by ramię w ramię kroczyć przez życie uczciwie, z szacunkiem dla innych ludzi, z pokorą i oddaniem.





Posted by Picasa




Dziś obcinaliśmy drzewa, które rosną naokoło hotelu. Spiros poprosił mnie o godzinną pomoc, myśląc, że tyle mu zajmie obcinanie gałęzi. Oczywiście według greckiego czasu trwało to o wiele dłużej. Skończyliśmy późnym popołudniem. Korfu w przewodnikach jest nazywane zieloną wyspą, jako że - czego jak czego - ale krzaków, drzew, chwastów, kwiatów, trawy i innych zielonych stworów jest tutaj pod dostatkiem. Dlatego tez kilka razy do roku trzeba to wszystko poprzycinać, bo inaczej zielsko nas pochłonie. Zawsze dziwiłam się czemu te wszystkie przydomowe ogródki są takie zarośnięte. Jednak dopiero później zrozumiałam, że cała ta przyroda rośnie jak na drożdżach, dzięki łaskawemu słońcu i obfitej wilgotności powietrza. Klimat nie faworyzuje, nie wybiera.Pomidory, papryki i baklażany dostają tyle samo słonecznych promieni, co chwasty i zarośla. A już w dalszej kolejności działa zasada : kto silniejszy - ten przetrwa.





Posted by Picasa




Posted by Picasa






niedziela, 22 lutego 2009

Karnawał

Wczoraj był APOKREAS, czyli "niedziela po mięsie". W ten dzień religijni Grecy przygotowują obiad, obfitujący w mięsne specjały. Dziś więc na stole królowała jagnięcina, łącznie z móżdżkiem. Oczywiście wszystko z rożna. Od tej niedzieli, tylko przez następny tydzień Grecy będą mogli cieszyć się mięsnymi potrawami, ponieważ następny poniedziałek otwiera 40 - dniowy przedwielkanocny post, który zabrania spożywania potraw odzwierzęcych i jakichkolwiek innych potraw, które zawierają krew. Jednak tylko ortodoksyjni Grecy potrafią wytrzymać tak długi okres bez mięsa, sera i mleka.


Przygotowania do Wielkanocy, najważniejszego i najbardziej uroczyście obchodzonego święta w Kościele Prawosławnym, w Grecji zaczynają się ok. półtora miesiąca wcześniej tzw. Wędzonym Czwartkiem (Cikno Pempti), który zbiega się z naszym Tłustym Czwartkiem. Wtedy to całe rodziny świętują przy grillowanych mięsiwach - dymy z przydomowych ognisk tworzą smog, który niczym mgła unosi się nad całym krajem. Również tutaj smaży się pączki - LUKUMADES, jednak znacznie mniejsze, i żeby spotęgować słodki smak, polewa się je miodem albo słodkim syropem.





Cikno Pempti otwiera karnawał i Apokreas, obchodzone tym huczniej, im bardziej rygorystycznie przestrzegano zbliżający się post 40-dniowy . Zatem karnawał, trwający dwa tygodnie, wypełniony jest mięsnym obżarstwem, potęgowanym szybko zbliżającym się postem, który zaczyna się z nadejściem Czystego Poniedziałku - po grecku Kataro Dewtera.


Jednak ta tradycja powoli wymiera, a liczba osób ściśle przestrzegających postu zmniejsza się z roku na rok.


Zmieniając temat, który również może mieć wiele wspólnego z wielkopostnymi wyrzeczeniami, oto , co zobaczyłam ostatnio w greckiej telewizji. PROGNOZA POGODY


video



Myślicie, że taki program przeszedłby w polskiej tv? Co na to tradycyjna Hellada? Co z poprawnością polityczną? Co na to greckie feministki ( o ile takie istnieją)?Jedno jest pewne, wszyscy oglądają Petrulę, zapowiadającą pogodę, jednak nikt nie wie, jaka będzie aura dnia następnego. Czyżby wszyscy myśleli o wyrzeczeniach wielkopostnych i o rachunku sumienia przed Wielkim Piątkiem?

czwartek, 19 lutego 2009

Βρεχει,βρεχει,βρεχει......






Od dwóch dni pada deszcz. Dziś nawet Korfu spodziewa się śniegu. Temperatura spadła do zera w nocy, co przy dużej wilgotności powietrza jeszcze potęguje odczucie zimna. Wczoraj na przemian grad, mżawka, ulewa, kapuśniaczek... Chwila przerwy na słońce i od nowa to samo. W czasie deszcze dzieci się nudzą. W czasie deszcze GRECY się nudzą. Bo co tu robić... Tak więc od popołudnia oglądaliśmy filmy, przy akompaniamencie mokrych kropel bębniących o szybę okna. Najpierw "W sieci kłamstw", później "W cieniu chwały",jeszcze później już tylko zwolnione senne obrazy.





Znalazłam w necie takie oto zdjęcie zegara, które w zupełności oddaje stosunek Greków do czasu. Grek szczęśliwy to taki, który nie ma zegarka i nie czuje się ograniczany przez czas. Tutaj pół godziny ( czyli rzeczywiste 30 minut ) trwa cztery razy tyle. Jeżeli Grek mówi, że przyjdzie za godzinę, możesz to spokojnie pomnożyć przez trzy. A nawet nie bierz tego poważnie ! Bo albo zapomni, że był umówiony, albo przypomni to sobie wystarczająco późno, by złożyć wizytę. Pewnego dnia Spiros udał się do kolegi. Powiedział, że nie będzie go dwie godziny. Wrócił po pięciu. Ot taka krótka nieobecność.Utknął, stracił poczucie czasu, zatracił się w czaso - niebycie.



W Grecji obowiązuje zasada: co masz zrobić dzisiaj, możesz równie dobrze zrobić jutro, bo co się odwlecze, to nie uciecze. Więc po co się spieszyć? Pewnego razu znajomy ze Szwajcarii tak określił kraj Odysa - GRECJA TO KRAJ JUTRA. Stamatis i jego rodzina poczuła się dumna z tak pozytywnego określenia ich ojczyzny. Miło nam, że tak widzisz Grecję, masz rację, to my stworzyliśmy pierwszą demokrację, my jesteśmy przyszłością Europy. Szwajcar zdziwił się nieco i sprostował :Wy jesteście państwem jutra, bo wszystko planujecie na następny dzień, a wiadomo, ze " JUTRO NIGDY NIE NADCHODZI".



Lepiej więc wypić kolejną kawę i zapalić papierosa. Tak też zrobiliśmy, ja sączyłam podwójne cappuccino, Spiros pił kawę i palił papierosa.


moja kawa


kawa Spirosa

Piliśmy kawę i oglądaliśmy deszcz, który nie przestawał padać...
Na koniec, by zatrzymać ten melancholijny nastrój zimowej słoty , dodaję bardzo nastrojową piosenkę

video

niedziela, 15 lutego 2009

NIEDZIELA




Wczorajszy prezent walentynkowy : pomalowany pokój z kuchnią, do którego się przeprowadzamy. FINALLY!!! Jako że pokój ten miał być gotowy jeszcze przed moim przyjazdem tutaj, jednak greckim zbiegiem okoliczności nie udało się na czas. No ale w końcu wszystkie przeciwności losu jakoś udało się pousuwać w kąt i oto pokój jest wykończony. Na zakończenie dnia białe wino Bosco del Merlo Prosecco i "Australia" na dvd.








Dziś NIEDZIELA, dzień lenistwa i nicnierobienia Ważny dzień szczególnie dla Greków, dzień wyczekiwany przez cały tydzień, bo przecież wiadomo, przez całe sześć dni praca, robota, robota, praca, a w niedzielę nie robi się nic. Można spać do południa, jak już ewentualnie takie jeden z drugim wstanie, pierwsze co zrobi, to pije kawę i tak mu zejdzie do obiadu. Kawa i papierosy ma się rozumieć. Dwie kawy i zaraz trzeba zjeść obiad. A na stole wieprzowina z grilla, pieczone ziemniaki, groszek zapiekany w piekarniku, sałata oczywiście z cytryną, feta, chleb, oliwki i wino. Dla mnie ryba z grilla.



Za chwilę sąsiad przynosi głowę świni, którą upiekł w popiele w płomieniach ogniska. Podzielił się po sąsiedzku. Po obiedzie ociężały żołądek wszelkiemu ruchowi się sprzeciwia. Kiedy wszyscy Grecy udają się na zasłużony odpoczynek ( tak jakby szczególnie w niedzielę im się należał ), my zamiast na sjestę udajemy się na przejażdżkę samochodem po okolicznych miejscowościach.



Wieczorem na zakończenie dnia jedziemy z Marią na wieś, zeby zaprowadzić kozią rodzinkę do zagrody na noc. Kozioł, koza i dwa koźlątka.





sobota, 14 lutego 2009



Kanadyjski pisarz Yann Martel tak wypowiada sie na temat ludzkiej wolności : " zwierzęta zawsze są ograniczone, zwłaszcza na wolności, gdzie czyha na nie milion niebezpieczeństw. Stres zwierzęcia w zoo związany jest z nudą, na wolności z głodem i strachem. Kiedy tygrys ściga ofiarę, ma ona tylko jedną szansę na siedem. Zwierzęta unikają ryzyka. Hipopotamy idą do Nilu zawsze tą samą ścieżką. Kiedy coś im przeszkodzi, wolą się wycofać, niż zapuszczać w nowe rejony. Ludzie też podświadomie dążą do ograniczania wolności. Rodzą dzieci, kupują nieruchomości, zakładają firmy. Codziennie wychodzą z tego samego domu, jadą do tej samej pracy tą samą autostradą. Tym bardziej szczęśliwi, im więcej rzeczy przywiązuje ich do wybranego miejsca na ziemi. Taka jest ludzka, czyli zwierzęca natura."


Czy myśl, że do końca życia będziecie pracować w jednym biurze lub dla jednej korporacji nie przyprawia Was o ogromny lęk?Co jest bardziej wartościowe, życie pełne niespodzianek i kreatywnych zwrotów czy przyzwyczajenie i odruchowe czynności? Pasja czy rutyna? Czy lepiej jest żyć wypełniając schemat, czy przekraczać jego granice?

Grecy są jednym z narodów w Europie, którzy są mistrzami w egzystencji pełnej niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Tutaj nie liczy się z góry ustalony porządek, tylko moment i znaczenie chwili. Choć z jednej strony tradycjonalizm jest silnie zakorzeniony w ich naturze, cieszą się bardziej jakością życia niż jego ilością. Tutaj liczy się człowiek, przyjaciel, sąsiad. Nikt nie odmawia pomocy. Trochę inaczej ma się to do zwierząt, które muszą zasłużyć na szacunek człowieka. Szczególnie biedne są psy i koty. O te ostatnie dbają mieszkający tu Anglicy i Niemcy. Grecy hodują owce i kozy, by później zjeść je przy wielkanocnym stole. Jednak by wpis nie był za bardzo przygnębiający, dodam parę śmiesznych i ciepłych zdjęć.


Owce jestem z Wami!!!

środa, 11 lutego 2009

Deszcz i żałoba










Dzień przywitał nas wylewnym Kalimera i spłynął bezgłosnie deszczem i łzami.


Dziś rano umarł Kostas Kaloudis, 44- letni właściciel restauracji "Kostas on the beach" pierwszy i ostatni normalny pracodawca grecki, jakiego miałam. Zawsze uśmiechnięty i wyluzowany, nigdy nie pokazywał swojej wyższości - jako właściciel - pracownikom. Zawsze gotowy do pomocy miał wielu przyjaciół. Żył w zgodzie ze wszystkimi. Umarł młodo i szybko. Swoje organy oddał innym potrzebującym. We wsi wielka żałoba. Wszyscy są wstrząśnięci i nie rozmawiają o niczym innym.


Kostas byłeś dla nas królem plaży w Arillas, zawsze będziemy Cię pamiętać jako oddanego przyjaciela i radosną iskierkę, jako prawego człowieka, na którego zawsze można było liczyć. W naszych sercach zawsze będzie się skrzyła iskierka Twojego życia.


Pamiętamy o Tobie Przyjacielu




poniedziałek, 9 lutego 2009






Dzisiejszy poranek zaczął się po jedenastej, ponieważ od samego rana lało i wiało niemiłosiernie. Nie było więc sensu wstawać, tym bardziej, że za oknem ciemno, nie wiadomo czy to dzień czy noc. Zresztą widać na zdjęciu dzień w Arillas tak właśnie wyglądał.



Plany na popołudnie - wizyta u znajomych Anglików. Na początku marca Jean chce zorganizować wernisaż swoich obrazów w hotelu Akti Arilla, w którym pracuję. Wine & cheese przebiegło miło i powierzchownie, taka niezobowiązująca rozmowa o wszystkim i o niczym. Jean i Siena mają kotkę o imieniu Enya, tak jak znana irlandzka piosenkarka , jednak pazurki kotki Enyi, są bardziej ostre niż rzewny głos piosenkarki, właścicielka od razu uprzedziła mnie, że kotka ma dziwne upodobania i czasami ni z tego ni z owego potrafi ugryźć. Ot takie kocie widzimisię .




Na kolację był dziś placek z dyni, bardzo smaczny. Z tym plackiem wiąże się zabawna anegdota : mianowicie po grecku nazywa się on kolokitopita ( ΚΟΛΟΚΥΘΟΠΙΤΑ ), pita oznacza placek, a kolokiti - dynię. Jest również bardzo podobne słowo, mianowicie Κόλος, co oznacza po polsku po prostu dupa i czasami z moich ust wychodził taki stwór językowy typu kolopita ( κολοπιτα ) czyli placek z.... wiadomo czego. Ale teraz już raczej się nie mylę.


Chyba, że chcę...


niedziela, 8 lutego 2009


Wreszcie przybyłam na Korfu. Podróż była długa ale naprawdę interesująca. W autobusie poznałam dwie Polki, które też jechały do Grecji. Basia jechała do pracy na Kretę. Agata od dwunastu lat mieszka w Grecji, dwukrotnie wychodziła za mąż za Greka, teraz w szczęśliwym związku z Polakiem. Pierwsza miłość powraca czasami jako ostatnia.

Na promie dwóch Chorwatów ( kierowcy TIR - ów ) proponowali nam wolne łóżka w swoich kajutach. Trochę się pośmialiśmy przy wspólnej kawie.

Kerkira przywitała mnie słońcem. Choć tylko przez chwilkę, zaraz wiatr przykrył błękitne niebo grubymi chmurami i zaczęło padać. Choć temperatura nie spada poniżej 10 stopni, deszcz za to zacina w dwójnasób. Czego się spodziewałam? Przecież to w końcu środek zimy.

wtorek, 3 lutego 2009

KALIMERA ELLADA



Za mną Polska, przede mną GRECJA...Dwa światy...Dwa krańce Europy...Tutaj tęsknię za Helladą, tam za Polonią. Odwieczny konflikt. W sobotę będę już na wyspie, wśród tradycyjnych rolników i starych kobiet w czerni. Pewnie znów czas się cofnie i będę musiała zwolnić swoje tempo. Będę zbierać oliwki, kontemplować popołudniowy posiłek, delektować się domowym winem. Czas znów będzie płynął archaicznym rytmem pór roku, wschodów i zachodów słońca, porannej kawy i znajomych , którzy nie odchodzą od stołu.

Plaża w lutym nastraja melancholijnie, ale też jest całkiem opustoszała. Można spacerować do woli i wdychać zimowy jod. Nie ma wszechobecnych letnich turystów.

Na koniec greckim zwyczajem życzę Wam dobrego i udanego miesiąca καλο Μινα !